Dalsza część odwiedzin w…

Dalsza część odwiedzin w…

Dalsza część odwiedzin w Dagestanie.

Gdy wyjechaliśmy samochodem prowadzonym przez Ahmeda z jego posiołka, skierowaliśmy się w stronę morza kaspijskiego.
Jazda nie trwała długo, gdy trafiliśmy do bazy pograniczników którzy prawdopodobnie pilnowali morza przed przmytem/kłusownictwem.
A więc stoimy na wielkim ogrodzonym (kontenerami mieszkalnymi) placu. Ahmed wysiadł i podchodzi do uzbrojonego mundurowego.
Rozmowa z razu wyglądała normalnie. Oni chcieli papiery Polaków a Ahmed mówił że my to jego goście z Polski i była by to obraza aby żądać od nas paszportów i miernych wwozów.
Atmosfera robiła się coraz bardziej napięta aż mój kierowca powiedział że nic nie da i jedzie. Po czym wsiadł do samochodu, odpalił go i….podjechaliśmy całe 3 metry… zatrzymał się ze słowami na ustach.
-A muszę jeszcze coś tym sobakom powiedzieć…
Atmosfera zaczęła się zagęszczać, obydwoje zaczęli na siebie krzyczeć. Poznałem wtedy kilka przekleństw po Rosyjsku. W końcu przyszła jakaś baba na oko sześćdziesięcio letnia i poczęła ich rozdzielać i uspokajać.
Poczułem się jak w 4 klasie podstawówki gdy to dochodziło do kłótni w szkole.
Efekt babcia osiągnęła taki że mój kierowca wsiadł do Łady i ZNÓW po 5 przejechanych metrach stwierdził że on temu NAZIŚCIE nie daruje i mu powie.
Tak powoli stało się to nudne bo mineło już sporo czasu a on znów idzie się kłócić Allah wie o co.
Ja dalej siedząc na miejscu pasażera w Nivie obserwowałem z opuszczoną szybą cały spektakl który się odgrywał przede mną.
Ci pogranicznicy byli dość wyrozumiali bo ile inwektyw można na swój temat słuchać. W końcu do uzbrojonego kolegi dołączył drugi z pograniczników. Powiedzieli że Ahmed ma pokazać dokumenty od samochodu.
Achmed rzecz jasna nie miał takiego zamiaru i znów się zaczęli kłócić.
Gdy pogranicznik został sam a mój kierowca powiedział do niego „poszedł na chuj” oraz parę innych inwektyw.
Ten ściągnoł kałasznikowa z ramienia, wycelował w mojego nowego znajomego i przeładował ze słowami
-dokumenty albo będę strzelał, mówiąc to położył palec na spuście.

Problem polegał na tym że ja siedziałem w samochodzie tuż za stojącym Ahmedem. Jednym słowem byłem idealnie na linii strzału i jedyne co mogłem w tamtej sytuacji zrobić to jak najgłębiej schować się w kabinie pojazdu. Niewiele to dało bo i tak ramiona i głowa mi wystawały. Zresztą czy kule powstrzyma 1mm blachy albo szyby?

Gdy pogranicznik wypowiedział swoje słowa to próbując się schować po części myślałem że no w końcu mój „gospodarz” odpuści i pojedziemy do obozowiska.

O jakże się myliłem.
Wiecie co powiedział do mierzącego w niego przedstawiciela władzy?

-TO STRELAJ CHUJU.

I zapadła cisza aż można było świerszcze słyszeć.
Jeden mierzy z kałacha do drugiego z odległości 2 metrów drugi wypina dumnie pierś i czeka na egzekucje a 4 metry za nim ja w samochodzie. Ja który nie wypina dumnie piersi i nie chce ginąć w federacji pełnej ciekawych ludzi, przemytników i terrorystów.

Nie pamiętam który z nich odezwał się pierwszy i po jakim czasie stróż prawa przestał mierzyć do Ahmeda.
Jedno jest pewne znów po 15 minutach zaczęli się kłócić i obrażać na wzajem.

Gdy mój kierowca wsiadł do samochodu było już po północy. Wtedy spodziewałem się że znowu się zatrzyma i powie
„-muszę jeszcze coś powiedzieć tym sabakom.”
Moje zdziwienie było ogromne a zarazem wielka radość gdy nawróciliśmy i wyjechaliśmy przez bramę.
Niestety po 20 metrach mój kłótliwy współtowarzysz z samochodu stwierdził że:
-Ja tak tego nie zostawię i powiem tym sabakom i nazistom co o nich sądzę.
Po czym rzucił do mnie
-a ty poczekaj zaraz będziemy jechać. I oddalił się w stronę posterunku.
Po 30 minutach chciałem już iść z buta. problem był taki że znałem kierunek ale nie miałem latarki ani nie wiedziałem ile km muszę iść do obozowiska.
A więc czekałem w okolicach 1.20 w nocy przybiegł jego syn ze słowami że już tylko zaniesie dowód rejestracyjny swojemu ojcu który jest u pograniczników i pojedziemy.
Pojechaliśmy o drógiej.
Morzem samochodem. Problem jazdy po morzu Nivą polegał na tym że łachy były dość grząskie ale na szczęście w Nivie jest coś takiego jak blokada centralnego układu różnicowego. Ona po załączeniu pomagała wjechać na łachy, po czym po zjeździe z niej w morze kontynuowaliśmy jazdę po nim.
Po kilku kilometrach dotarliśmy do obozowiska. Jakże wielka była ma radość że w końcu się położę spać.

Niestety tak wielka jak i płonna. Kolega wydał się jeszcze bardziej pijany niż był przed mym wyjazdem a Ahmed z bratem nie mieli zamiaru odjeżdżać.
Kolega wysępił jedną butelkę koniaku ode mnie i zaczął pić z kierowcą (który oszukiwał w piciu). W końcu znajomy się tak porobił że był tylko w stanie oprzeć się o drzewo i coś bełkotać.
A że nie znał tak jak ja prawie żadnego słowa po Rosyjsku to na wszystko co mówił muzułmanin od chlania i jazdy po morzu odpowiadał DA.

A więc Muzułmanin się rozkręcał.
-Słuchaj może jeszcze gdzieś pojedziemy? Zaproponował mojemu pijanemu w sztok koledze.
-DA. Odpowiedział znajomy.
-Tutaj nie daleko jest taki fajny BAR.
-DA.
-Może byśmy coś zjedli?
-DA.
-A może do restauracji? (chociaż nie wiem gdzie na tym zadupiu miała by być restauracja ani bar).
-DA.
-Słuchaj a lubisz dziewczyny?
-DA
-BO wiesz niedaleko stąd jest takie miejsce.
-DA
-I tam mogli byśmy do nich pojechać, jest muzyka, są dziewczyny, jest jedzenie. Coraz mocniej zapalał się do własnego pomysłu Ahmed.
-DA
-To co jedziemy na dziewczyny?
-DA
-To choć.
-DA
I zaczyna mojego towarzysza podróży odciągać od drzewa o które tamten się oparł.
Widząc że kolega jest na tyle pijany że nie jest w stanie zbytnio ustać na nogach tłumacze mu że wyraził zgodę i aprobatę na wyjazd na dziwki i właśnie Ahmed go ciągnie do samochodu aby tam jechać.
Najwyraźniej dotarło to co mu powiedziałem bo chwycił się mocniej drzewa i powiedział że on nigdzie nie idzie i kocha swoją Weronikę. Nie składnie powtórzył to kilka razy.
A z racji że ja także nie wyrażałem aprobaty dla planu jazdy na dziwki. To dwaj bracia w końcu opuścili nasze obozowisko i mogłem iść spać.

Ze snu (w namiocie) wyrwał mnie odgłos rzygania. Otworzyłem oczy była noc i pomyślałem byle nie na mój namiot.
Po jakimś czasie znów wyrwał mnie ze snu odgłos rzygania, robiła się już szarówka. Zasnąłem.
Potem był trzeci raz i jeszcze jaśniej, a następnie czwarty raz i już gorąco w namiocie od słońca.
Była 6.30 Wstałem zacząłem się pakować po jakimś czasie obudziłem kolegów. O 8 byliśmy spakowani.
Jednakże ten znajomy od nocnego rzygania stwierdził żeby jeszcze ciut ciut poczekać. A więc czekaliśmy. Natomiast najpierw do 9-tej potem do 10-tej a drugi znajomy się bardzo mocno wściekał i mówił że on może teraz jechać i żebyśmy jechali bo czas ucieka. Ja wolałem odpocząć w cieniu drzewka a pijany kolega zastanawiał się czy umierać czy też rzygać.
W okolicach 10 znajomy który pierwszy poszedł spać stwierdził że jednak on też nigdzie nie jedzie i chyba właśnie ma kaca.
Tak przespaliśmy sobie do 15-stej. o 13-nastej przyjechał Kamil i Ahmed popatrzyli i powiedzieli:
-Ot Polaki słabe głowy.
Stwierdzili że jak do 17-stej się stąd nie ruszymy to przywiozą żarcie i alkohol.
O 15. wyjechaliśmy z tamtąd na następny nocleg do Czeczeni.
#motocykle #podroze #mpetrumnigrum

Comments are closed.