Dzień czterdziesty dziewiąty….

Dzień czterdziesty dziewiąty….

Dzień czterdziesty dziewiąty.

Obudziłem się później niż zwykle bo o piątej. Kolor namiotu wyraźnie pokazywał, że jest pochmurno. Ważne, że nie padało. Przeleżałem godzinę i zacząłem się pakować. Ruszyłem, kierując się do Askersund, o siódmej dwadzieścia jeden.

Podjąłem walkę z nierówno ułożonymi oponami przez które jechało się trochę jak na koniu. Upuściłem trochę powietrza by przejechać kawałek i dać im się ułożyć. Upuściłem za dużo przez co felga uszczypnęła dętkę w dwóch miejscach. Mając dość duże łatki podjąłem się próby załatania. Nie chciałem wykorzystywać zapasowej dętki. Udało się choć nie wiem jak długo wytrzyma i przy najbluższej okazji kupię drugą dętkę na zapas.

Gdy dojeżdżam do Askersund wszystkie znaki mówią mi, że będzie padać. Spędzam prawie godzinę pod wiatą w porcie, gdzie organizuję resztę dnia. Sprawdziłem rozkład chmur i pogodę. Nie zapowiadali Słońca. Pojechałem na zakupy i szybką objazdówkę ulicami po której ruszam w stronę Hallsborga by podjąć wyścig i dotrzeć przed deszczem. Liczę, że zdąże.

To, że się przeliczyłem okazuje się bardzo szybko. Wiatr wiejący w odwrotną stronę do kierunku w którym przemieszczały się chmury znacznie utrudnił mi wygraną. Nawet gdyby wiał w plecy to by nic nie dało.

Zaczyna padać a ja wjeżdżam pod dach pierwszej napotkanej stodoły. Wiedząc, że cały dzień będzie padać postanawiam jednak jechać. To dobra decyzja bo opad nie był silny a czekając aż przejdzie straciłbym dużo czasu. Tak myślałem przez pierwsze kilkanaście kilometrów.

Coraz częściej i mocniej padające deszcze i ciągłe poszukiwanie miejsc pod dachem których nie znajduję, na dystansie czterdziestu kilometrów wprowadzają mnie w stan kryzysowy. Mam ochotę zakończyć podróż która i wrócić do domu na łóżko ale po ponad godzinnej przerwie którą spędzam na przemyśleniach pod dachem dworca w Kumla postanawiam jechać dalej. Chyba przez dwa tygodnie pobytu w domku się rozleniwiłem.

Jadę więc w kolejnym deszczu który zaczął padać chwilę po tym jak dworzec opuściłem. Nie robi on na mnie szczególnego wrażenia. Chciałem szybko znaleźć miejsce noclegowe ale gdy deszcz ustał, wyszło Słońce i niebo oczyściło się z chmur miałem warunki do dokręcenia paru kilometrów. Przejeżdżam je przy coraz niższym Słońcu rzucającym ostrym pomarańczowym światłem dającym niespotykaną rewię barw na polach, drzewach i pozostałych coraz mniej licznych chmurach.

Miałem problem ze znalezieniem miejsca pod namiot i przed dwudziestą drugą musiałem już szukać szczęścia u gospodarza. To udało się bardzo szybko. Trafiłem na świetne miejsce na dużej połaci trawy nad stawem.

#podroze #rower #szwecja #rowerovsky

Comments are closed.