-ALE WALNĄŁ A nie jednak nie…

-ALE WALNĄŁ A nie jednak nie…

-ALE WALNĄŁ
A nie jednak nie walnął, dał rade wyhamować.
Ale ten… Co on robi? Czy oni wszyscy chcą się pozabijać? CZ 26

Poprzedniego dnia zaczął siąpić deszcz, taki nie szkodliwy w lecie może nawet przyjemny.
Gdy wstaliśmy rano siąpił dalej. Ruszyliśmy w dalszą drogę.
Ilość ciężarówek była spora zresztą może nawet taka sama jak przed Moskwą tylko osobówek było mniej, stąd taki kontrast w pojazdach.
Do dziesiątej normalne padało, jeszcze sporadycznie wyprzedzaliśmy ciężarówki, lecz nasza prędkość regularnie spadała. Po dziesiątej zaczęło porządnie padać. Lało tak mocno że na jezdni ciągle była cieniutka warstwa wody.
Jadące ciężarówki wzbijały tumany pyłu wodnego. Zasadniczo była to mgła wodna która powstawała po bokach naczepy.
W pewnym momencie gdy kolega zaczął wyprzedzać ciągnik siodłowy ja już się nie odważyłem. Było to dla mnie zbyt duże ryzyko, zostałem za ciężarówką.
Pył wodny był na tyle duży że jadąc za naczepą widać było jej kontury i światła maksymalnie z 200metrów.
I taki bezpieczny dystans starałem się utrzymać za pojazdem. Oczywiście obserwowałem co jakiś czas jak wyprzedzały mnie osobówki i następnie część wlokła się jak ja a po pewnym czasie próbowały wyprzedzać TIR-a. Kilka razy byłem pewien że dojdzie do solidnej kolizji. Gdyż samochody wyprzedzające też prawie nic nie widziały i robiły to jak by na ślepo, kilka razy dochodziło do awaryjnego hamowania i szybkiego powrotu za naczepę a pojazd z przeciwka wpadał kołem na pobocze. Na szczęście pobocza na głównych drogach mają szerokie.
Rzeczą oczywistą jest że moja przeciw deszczówka nie miała nic przeciw temu abym był cały mokry.
Przedramiona mokre bo woda przesiąkła z rękawic i po skórze dotarła w głąb. Nogawki mokre bo szło po spodniach. Gacie to od razu gdyż zbierała się woda pomiędzy nogami a siedzeniem. Przez Jakiś czas miałem suchy krzyż ale tylko do momentu gdy nie zaczęło mi z kasku lecieć na szyję i następnie z kołnierza przesączać się na bluzę,
Ogólnie jak to w deszczu człowiek jest mokry.
Plus przeciw deszczówki jest taki że jest także nie przewiewna.
Znów mi się w tamtym momencie przypomniało jak to na jednym z kanałów youtube chwalili turystyczne ciuchy z goretexem i mówili że to nie przemaka i kosztuje tylko 4500zł.
Nie przemaka bo nie była narażona na tak długotrwały silny deszcz przy prędkości 90km/h.
Przypomniało mi się jak parę lat temu znalazłem się z pewnym człowiekiem na wycieczce w jednym ze skandynawskich krajów.
Ja jechałem moim motocyklem enduro bez żadnej owiewki on jechał na H-D ultra clasic elektra glide. Po kilku godzinach jazdy w deszczu gdy już dawno przemokła moja nowa przeciw deszczówka firmy held, pytam się go na postoju. Czy już cały jest mokry.
Okazało się że ani trochę. Chwalił swoją przeciw deszczówkę która miała 10 lat i pełno plastrów w postaci szarej taśmy.
Godzinę później na postoju się wkurzał że za wolno jedziemy bo poniżej 70km/h on zaczyna moknąć. Tak miał owiewki na nogi, uda, korpus, ręce i częściowo głowę, częściowo gdyż szyba kończyła się na wysokości oczu.
I tak właśnie widzę te super wodoszczelne materiały. Nie przemakają po 5h jazdy w deszczu gdy jedziesz na odpowiednim motocyklu.
Około siedemnastej zaczęło się przejaśniać wyprzedziliśmy ciemne chmury. Wjeżdżaliśmy w obszary podmokłe. Zasadniczo to już od stu kilometrów po takich jechaliśmy. A wiedziałem że następne kilkaset kilometrów to też będą bagna i trzcinowiska. Zatrzymaliśmy się w jedynym zajeździe w promieniu godziny drogi. Na parkingu cała masa ciężarówek.
Przed budynkiem Motelu stał niby normalny samochód a jednak nie do końca normalny, przypominał trochę tabor.
Wchodząc do motelu poczekałem aż recepcjonistka wysłucha od jednego gościa steku pretensji i wyzwisk.
Po 5 minutach czekania przejęła mnie inna recepcjonistka poszliśmy zobaczyć pokój.
Pokój niby wysokiej klasy jak na Rosję, nawet mocno dbali o czystość bo podłoga była bardzo mokra od mycia a w pokoju przez to unosiła się duża wilgoć.
Doświadczony pobytami na wschodzie zacząłem szukać haczyka bo cena była zbyt przystępna jak na taki standard.
-Pewnie w łazience się schował, ten haczyk. Cicho powiedziałem.
Wchodzę do łazienki a tam pełna kultura, płytki są płytkami i to do sufitu, zlew jest biały kibel też, prysznic wygląda normalnie. Światło się świeci grzyba na ścianach nie widać.
-Coś jest nie tak. Pomyślałem.
Pewnie nie mają wody. Odkręcam kran woda leci. Patrzę na recepcjonistkę czy się nie zdradzi jakimś mrugnięciem czy coś. Wytrawna pokerzystka, udaje znudzoną.
Podchodzę do prysznica, patrzę się kobiecie ukradkiem w twarz i włączam ciepła wodę.
Znów nawet brew jej nie drgnęła a woda zaczyna lecieć ciepła.
-Tu musi być gruby wałek z kiblem. Powiedziałem pod nosem. Niby wychodząc spuszczam wodę w kiblu jednocześnie „przypadkowo” szturchając go mocno butem.
Nie wierzę. Kibel działa nie jest zapchany i nie leci z niego woda. Ba nawet się uzupełnia spłuczka.
Biorę na jedną noc płacę za dwóch 180zł.
Idąc do kolegi opowiadam mu jak to nam się udało i jakie mamy szczęści i to że wysuszymy sobie odzież i namioty oraz śpiwory i jak to nie jest luksusowo w pokoju.
Gdy schodzimy na dół. Do naszych uszu dochodzą krzyki i podniesione głosy.
No tak można się było domyślić, po samochodzie co wygląda jak tabor. Cyganie, jak szarańcza obsiedli recepcję a część stoi jeszcze na dworze.
Do jechało jeszcze kilka samochodów. W tym białe terano II do tego pewnie upychają po 10 ludzi z dzieciakami powyżej piątego roku życia. Młodsze się nie liczą bo za fotelik zawsze robi mama.
Po zakupach wracamy do pokoju. Z telewizora sam Prezydent Putin do nas przemawia. Bardziej niż temat przemowy zajmuje nas jedzenie.
Kap…
-Słyszałeś? Zagaduję kolegę.
-Pierdoli farmazony pewnie.
-Ale kto? zdziwiony odpowiadam.
-No jak to kto Prezydent.
-Nie oto mi szło. Coś jakby klasnęło?
Patrzymy przez okno. Nie pada choć się zanosi.
KAP…
-Gdzie to? Dopytuje.
-A bo ja wiem? Lepiej podaj mi te serowe warkocze. Odzywa się znajomy.
KAP…
Idę do łazienki. Krany zakręcone. Stoję czekam, cisza.
kap….
-No kurde gdzie to? Chyba dochodzi z pokoju. Mówię na głos.
Wracam do pokoju, cisza zaczynam przeglądać kanały w telewizji.
KAP…
Tym razem wydaje mi się że na twarzy poczułem jak by mikro krople wody.
Patrze w sufit..
A na sklepieniu rośnie kilkanaście kropli wody. Przynajmniej już wiem skąd ten odgłos.
KAP…
Staram się zaobserwować wszystkie krople i poodsuwać odzież i suszący się namiot.
mamy fuksa że na łóżka nic nie pada.
KAP…
Idę w stronę mokrej podłogi. Gdy powoli stawiam nogi tam gdzie spadają krople słychać take mlaskanie z pod paneli.
Już wiem dlaczego wilgoć nie mija mimo otwartych okien.
KAP…
Dobrze że w oknach jest siatka. i że nie pada.
KAP…
Idziemy spać.
Ranek wita nas bez deszczowo a my mamy w miarę suche ciuchy.
Jeszcze tylko 3 000km i będziemy w Moskwie.
Życie jest piękne.
#motocykle #mpetrumnigrum #podroze

Comments are closed.